List biskupa bydgoskiego Jana Tyrawy przed peregrynacją

Drodzy Diecezjanie!

 

Zaledwie kilka dni pozostało do chwili, kiedy będzie miało miejsce „Przejście” Najświętszej Maryi Panny – Bożej Rodzicielki przez naszą diecezję w kopii Jej Jasnogórskiego Obrazu. Słowa te docierają do Was, kiedy w całej Polsce obchodzimy uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Liturgia słowa jeszcze raz pogłębia nasze spojrzenie i zachęca, abyśmy z wielką radością weszli w Jej pielgrzymowanie. Liczymy na to i mamy wielką nadzieję, że ta Peregrynacja będzie dla nas rekolekcjami. Dokonać się to może jedynie poprzez spotkaniem z Bogiem.

 

O Boga nam chodzi, tego Boga, o którym św. Jan mówi w swojej Ewangelii, że Go „nikt nigdy nie widział” (J 1, 18), a prefacja do Czwartej Modlitwy Eucharystycznej stwierdza, że „Bóg mieszka w niedostępnej światłości”. I ten Bóg nie chciał być zamknięty jak w złotej klatce i stąd, jak słyszeliśmy przed chwilą, „gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod prawem, […] byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4, 4-5).

 

Jedna myśl z tego tekstu niech stanie się przedmiotem refleksji, która pozwoli nam głębiej zrozumieć ideę Peregrynacji. Tym wydarzeniem zrodzenia Syna, Bóg wchodzi w historię, aby przez nią objawić się człowiekowi i z nim się zjednoczyć, uczynić swoim dzieckiem. Historię tę, w którą wchodzi Bóg, czyni człowiek. On jest jej twórcą. Już Stary Testament jest spisaną historią ludzi, którzy ją tworzyli. Cała ich historia, opowiadanie o ich losie jest swoistego rodzaju przesłaniem Boga do nich, ale także i do nas. Z historii ludzi, o których mówi Pismo Święte, wybierzmy jedną postać i nad nią się zatrzymajmy – Maryja. Bóg nie tylko przez Nią przemawia, przez Jej wolność, dialog, decyzje, Jej zmaganie się przy ich podejmowaniu, Jej krzyż, pod którym konsekwentnie stała. Bóg właśnie przez Nią wchodzi w historię jako prawdziwy człowiek. Gdyby nie narodził się z Niewiasty, nie byłby prawdziwym człowiekiem. W tym Jej rola się nie wyczerpuje. Maryja towarzyszy pierwotnemu Kościołowi w Jego początkach, stąd Jej miejsce w Wieczerniku, w chwili może najważniejszej dla Kościoła, zesłania Ducha Świętego. Przez to, co Maryja mówi i jak się zachowuje, objawia się sam Bóg. Bez tego nasze poznanie i rozumienie Boga byłoby ułomne. Z tej przyczyny przyjmujemy Ją nie jako Boga, lecz jako Wzór do naśladowania. Czcimy jako Matkę naszego Boga, bo przez to stała się także naszą Matką, do której możemy się uciekać.

 

Z historii Maryi, opisanej w Piśmie Świętym, chciałbym wybrać dwa zdarzenia. Jej obecność na weselu w Kanie, o której mówi dzisiejsza Ewangelia, i trwanie pod krzyżem, na którym konał Jej Syn. Wesele w Kanie, wesele jak każde inne, na którym prozaicznie zabrakło wina. Dla gospodarzy sytuacja nie do pozazdroszczenia. Co czyni wówczas Maryja, mówi im: posłuchajcie mojego Syna, cokolwiek wam powie, czyńcie: i uczynili. Później cały Kościół poprzez te słowa widziane w kontekście Starego Testamentu odkrywa, że Ten, który zaradził sytuacji, ukazał się jako wyczekiwany Mesjasz, którego zapowiadała Protoewangelia (Rdz 3, 15). Podobnie scena spod krzyża. Na krzyżu kona skazaniec. Taka sytuacja wielokrotnie miała miejsce. W ostatniej chwili swojego życia przyjacielowi oddaje pod opiekę swoją matkę: „Niewiasto oto syn Twój; Oto Matka twoja” (J 19, 26-27). Także i te słowa Kościół odczytał głębiej, jako objawienie samego Boga, który ofiarą swojego Syna zbawia człowieka i czyni go swoim dzieckiem. Kościół mógł powiedzieć to nie tylko dlatego, że te zdarzenia widział w kontekście Starego Testamentu, lecz widział je także w pewnym ciągu logicznym, który odnosi się do postaci Mesjasza, Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Właśnie tylko w ten sposób objawia się Bóg, o którym wcześniej powiedziano, że Go nikt nigdy nie widział, że mieszka w niedostępnej światłości. Nigdy jednak nie będzie tak, że Bóg stanie przed nami twarzą w twarz i powie nam: słuchaj, jestem Pan Bóg. Boga albo odkryjemy przez sens historii, sens swojego życia, albo wszystko pozostanie dla nas jednym wielkim bezsensem.

 

W tej refleksji nad historią uczyńmy kolejny krok. Także my, ludzie, tu i teraz, tworzymy historię. Dokonajmy tego naszymi czynami, myślami i reakcjami. W ten właśnie sposób przychodzi nam przeżywać setną rocznicę odzyskania niepodległości.

 

Na tym etapie ostatnich stu lat naszej historii dostrzegamy wiele postaci, zawiłości zdarzeń, można powiedzieć niespodziewanych „zakrętów historii”.  Chociaż tworzymy historię, to nie wszystko zależy od nas. Ile w tej historii ostatnich stu lat było pomysłów, obietnic, planów, również mniej lub bardziej tajnych, nadziei, a ostatecznie, mówiąc trywialnie, wyszło tak, jak wyszło. Tworzyć historię to znaczy odpowiadać na wyzwanie chwili, wyzwanie tej rzeczywistości, która przychodzi do nas przez historię, która jest niezależna od nas, która przychodzi do nas „z góry”. Czy w takiej sytuacji słusznie powiemy, że wszystko to jest jednym wielkim przypadkiem? Czy raczej nie powinniśmy powiedzieć, że Ktoś tą historią rządzi. Ktoś rządzi rzeczywistością, na której wyzwania odpowiadamy i w ten sposób tworzymy, wpisujemy się w historię. Właśnie TEN, kto nią rządzi, przychodzi do nas w tym historycznym wydarzeniu Peregrynacji Najświętszej Maryi Panny w Jasnogórskim Obrazie.

 

Pozostańmy jeszcze na moment przy tej myśli. Kiedy prawdziwie tworzymy historię? Właśnie wówczas, kiedy na wyzwania, wobec których stajemy, odpowiadamy dobrem. Kiedy uznajemy w sobie różnice między dobrem a złem. Wymaga to od nas nawrócenia. Nawrócić się to uznać w sobie granicę pomiędzy dobrem a złem. W tym właśnie wyraża się głębia tajemnicy wolności. Czym bowiem jest zło, czym jest dobro, gdzie przebiega granica między nimi? To rozeznanie zostało nam dane „z góry”. Prawdy tej człowiek nie wymyślił według swojego widzimisię, grymasu, kaprysu. Prawdę tę trzeba w sobie uznać. Może to się dokonać jedynie w sumieniu człowieka. Nawrócić się to stać się człowiekiem sumienia. Historię w pełnym tego słowa znaczeniu tworzą ludzie sumienia, reszta może okazać się jedynie śmietnikiem.

 

Taka jest specyfika chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo nie jest w pierwszym rzędzie systemem takiej czy innej doktryny filozoficznej, teologicznej, światopoglądowej. Chrześcijaństwo jest przede wszystkim spotkaniem z Bogiem w historii, a tu spotykamy wiele osób, także Maryję. Zobrazowaniem tego może być pierwsze czytanie przed chwilą wysłuchane. W pierwotnej wersji mówi ono o mądrości i tę mądrość Kościół odniósł do Maryi, bo Bóg działa przez osoby, a nie przez idee.

 

Drodzy Diecezjanie!

 

Zapewne rozumiecie już, dlaczego tak gorąco zachęcam Was do uczestnictwa w tym Nawiedzeniu, które będzie miało miejsce w Waszych parafiach. Przygotujcie się na nie jak najlepiej.

 

Równocześnie bardzo serdecznie zapraszam Księży Duszpasterzy wraz z Delegacją parafii na inaugurację Peregrynacji, która będzie miała miejsce 1 września br. w parafii Matki Bożej Królowej Męczenników w Fordonie o godz. 16. Rozpoczynamy od tej parafii, która jest Sanktuarium Królowej Męczenników, leżącej przy Dolinie Śmierci – Golgoty XX wieku, gdzie upamiętniamy bydgoszczan pomordowanych w pierwszych dniach drugiej wojny światowej. Może warto przybyć wcześniej i na moment stanąć przez ścianą, upamiętniającą ofiary. W tej parafii nie tylko będziemy inaugurować Peregrynację, ale Delegacje parafii odbiorą kopię Obrazu Matki Bożej Pięknej Miłości, który jest umieszczony w głównym ołtarzu, w Katedrze Bydgoskiej. Ten Obraz Delegacje zabiorą do swoich parafii, aby, po zakończeniu Peregrynacji Kopii Obrazu Jasnogórskiego, rozpocząć Małą Peregrynację w rodzinach, podkreślając Communio całej diecezji w łączności z katedrą.

 

Równocześnie kieruję do Was prośbę o wspólną modlitwę w intencji obfitych owoców tego Nawiedzenia. Módlmy się, aby Najświętsza Maryja Panna wspomogła nas wstawiennictwem u Swojego Syna.

 

Wiele mamy trosk, z którymi sami sobie nie poradzimy. Na pierwszy plan wysunąłbym prośbę o powołania kapłańskie. Już dziś przeżywamy boleśnie ich brak. Od jakiegoś czasu, co roku, kiedy mają miejsce święcenia kapłańskie i stajemy przed koniecznością dokonania zmian księży w parafiach, to okazuje się, że więcej jest potrzeb niż możliwości. Stajemy wobec takiej sytuacji, że już w dwóch przypadkach jeden proboszcz obsługuje po dwie parafie. Nie jest jednak tak, jak interpretują to nieżyczliwi Kościołowi, że Polska upodabnia się do Zachodu, że „normalnieje”, że brak powołań to znak nowoczesności, laicyzacji, która niechybnie nastaje, za co także Kościół miałby ponosić winę, bo brak mu nowoczesnego podejścia do współczesnego człowieka.

 

Brak powołań to przede wszystkim brak dzieci w rodzinach. Brak ten jest odczuwany nie tylko w seminariach, zgromadzeniach zakonnych, lecz także w szkołach, na wyższych uczelniach, również coraz częściej w firmach, które odczuwają brak rąk do pracy. Tym samym odkrywamy jakieś najgłębsze źródło problemu, którym jest kryzys rodziny, jej obraz i jej rozumienie. Rodzinę próbuje się zastąpić innymi formami: wolne związki, liczne rozwody, konsumpcjonizm, styl życia pojedynczego człowieka dla łatwiejszego robienia kariery, a kiedy przychodzi czas dla rodziny, na wiele spraw jest już za późno. W wielu przypadkach rodzina przestała być miejscem wychowania przez brak ojca, wychowania do odpowiedzialności, miłości, ofiary, poświęcenia.

 

Problem powołań kapłańskich wprowadził nas w szeroki i bardzo trudny problem rodziny. Kiedy jednak mamy o nim mówić, kiedy modlić się o dobre rodziny, kiedy mamy rodziny bronić? Czas Peregrynacji jest do tego najbardziej odpowiedni.

 

Na jeszcze jeden aspekt chciałbym zwrócić uwagę. Atmosfera przestrzeni publicznej, w której do głosu dochodzi agresywny antyklerykalizm, jako forma zastępcza dla ateizmu, sekularyzmu, inności światopoglądu, nie sprzyja powołaniom. Trudno w takich warunkach o dialog. Zapewne z tego powodu dla młodego człowieka rodzą się dodatkowe trudności, jak wytłumaczyć rówieśnikom decyzję wstąpienia do seminarium czy zgromadzenia zakonnego.

 

W tym miejscu chciałbym podsunąć myśl: kiedy zakończy się Peregrynacja, ta „ Duża” i ta „Mała”, niech w parafiach rodzą się najróżniejsze formy spotkań: seniorów, rodzin, młodzieży, aby dzielić się doświadczeniem, by nawzajem sobie pomagać. Dzisiaj dużo mówimy o budzeniu świadomości ludzi świeckich, ich misyjnej postawy. Podstawową misją chrześcijaństwa jest tworzenie kultury, a to mogą uczynić tylko świeccy, bowiem w ich rękach jest świat, w którym żyjemy na co dzień. Jest to świat rodziny, wychowania, ekonomii, polityki, prawa, najróżnorodniejszych postaw społecznych oraz środków społecznego przekazu.  W ten świat trzeba wnieść prawdę, którą Kościół ustami papieża, biskupów i kapłanów wyczytuje z Ewangelii. Na tej prawdzie trzeba budować, jak buduje się od dwóch tysięcy lat. Mogą to uczynić tylko świeccy. Musimy się wszyscy tego uczyć, tak świeccy,  jak i duchowni. Niech to się realizuje podczas takich spotkań. Nie bójmy się nazwać ich katechezami dla dorosłych, które sami dorośli mogą przygotowywać. Byłoby pożądane, abyśmy zajęli się katolicką nauką społeczną.

 

Z tymi myślami przychodzę do Was na czas Peregrynacji. Modlę się i Was wszystkich proszę o modlitwę o jej owoce.

 

Stajemy wobec ogromnych wyzwań i Najświętsza Maryja Panna, nasza Matka i Królowa niech wspiera nas swoim wstawiennictwem w ich realizacji.

 

Na czas Peregrynacji udzielam także Bożego błogosławieństwa.

 

Biskup Jan Tyrawa

Ordynariusz Diecezji Bydgoskiej